W jaki sposób ktoś, kto był bezrobotny staje się pracobiorcą ? Po prostu – państwo rejestruje każdy dochód, nawet symboliczny i ten, kto jakoś zdobędzie kilkaset euro w danym miesiącu, od razu staje się człowiekiem pracy.

Chorwacja to państwo cudu. Dane ekonomiczne z miesiąca na miesiąc są coraz lepsze. Kraj wielkimi krokami zmierza ku środkowym wartościom tabel Unii Europejskiej i nic go w tym nie może powstrzymać, informuje premier Andrej Plenković i jego koledzy z HDZ [Hrvatska demokratska zajednica].

Spójrzcie na to : po raz pierwszy od 1990 roku liczba bezrobotnych w Chorwacji spadła poniżej 170 000 i zatrudnienie ciągle rośnie. Plenković twierdzi, że do końca jego kadencji w Chorwacji będzie ponad 68 % pracobiorców.

Żeby cyfry nie wisiały w powietrzu, porównanie z innymi państwami. W maju Chorwacja już dziesiąty miesiąc z rzędu prowadziła wśród krajów UE z największym spadkiem stopy bezrobocia w ujęciu rocznym. Tendencja ta utrzymuje się zatem, spadek liczby osób bez pracy już można nazwać dramatycznym biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku było to 13,4 %, a w tym roku tylko 10,7 %. Chorwacja zostawiła w tyle pozostałe kraje, czując na plecach oddech Hiszpanii i Irlandii, którym daleko jednak do tego, by można je było nazwać poważną asystą.

Tak wygląda rzeczywistość mistrza, którą Chorwacji serwują rządzący. Tym nie mniej, wystarczy rysa, żeby obraz tej niewłaściwie przedstawionej idylli rozpadł się jak domek z kart. Na przykład, dane dotyczące poziomu zatrudnienia – udziału zatrudnionych w populacji pracujących– klasyfikują Chorwację obok Grecji.

Jeszcze gorsze dane, które głęboko wstrząsnęły niezbyt niezainteresowaną zresztą opinią publiczną dotyczyły rzeczywistej konsumpcji indywidualnej przypadającej na jednego mieszkańca i krajowego produktu brutto, czytaj – standardu życia obywateli – tutaj Chorwacja sięgnęła dna. Gdyby nie Bułgaria, byłaby ostatnia w UE. Ale Bułgarzy czekają na przyspieszenie, jakie w ubiegłym roku odnotowała Rumunia, z którą Chorwacja w 2015 roku stała ramię w ramię z tym, że Rumuni byli w nieco gorszej sytuacji.

Jednak dawni sąsiedzi, z których w tym zgubionym kraju drwiliśmy sprzedając im dżinsy i Vegetę za wagony ich bezużytecznych lei, w zeszłym roku dodali gazu i z 58 % w 2015 roku skoczyli na 63 % i dogonili Węgry, podczas gdy Chorwacja ledwo skoczyła o jeden punkt procentowy.

 

Tylko naiwni mogą wierzyć w to, co im się podaje

Nie problem ustalić, gdzie rozpadają się potiomkinowskie wsie “chorwackiego cudu gospodarczego”. Tylko kompletny statystyczny naiwniak w Brukseli, zupełnie niezainteresowany jakimś tam małym krajem, może wierzyć w podawane mu cyfry.

Każdy, kto mieszka w Chorwacji bardzo dobrze wie, co tam się dzieje. Dlatego z kraju w ubiegłym roku wyjechało co najmniej 55 000 osób, a nieoficjalne dane mówią, że być może nawet 100 000. Wyjechali, żeby szukać chleba w Irlandii, Niemczech, we Włoszech…

I to nie byle kto, ale młodzi, w wieku produkcyjnym, bo nie dostali szansy nawet na minimalną pensję, nie mówiąc już o zapewnieniu bytu swoim rodzinom. Dlatego zabrali co mieli i udali się w drogę, w kierunku szczęśliwej przyszłości z dala od tej nijakości. Ich wyjazd bezpośrednio wpłynął na spadek siły roboczej, ale i zmniejszenie liczby bezrobotnych.

Idźmy dalej, poza sezonową turystyką, na której wątłych ramionach zdeindustrializowana Chorwacja buduje wzrost gospodarczy i wyznacza błędne trendy demograficzne, na giełdzie pracy stosuje się bardzo restrykcyjną politykę zniechęcania do rejestracji w instytucjach zatrudnienia. Z tego powodu widoczny jest rozdźwięk między Chorwacją a innymi państwami UE, które mają mniej bezrobotnych w porównaniu z zarejestrowanymi na giełdzie. Tutaj sytuacja jest inna. Na giełdzie jest też część armii bezrobotnych.

Na przykład ci, którzy mają prawo do zasiłku z giełdy (około 40 000 osób) są ograniczeni do około 250 euro miesięcznie w przypadku umowy o pracę lub pracy dorywczej. Jeśli przekroczą ten dochód, zdejmowani są z giełdy. Biorąc pod uwagę, że za 250 euro w Chorwacji nie można przeżyć, są skazani na wykonywanie jakiejkolwiek pracy, aby mieli co jeść. Bez względu na to, jak trafiają do statystyk, mają swój bezpośredni wkład w “chorwacki cud gospodarczy”, bo z jednej strony zdejmuje się ich z giełdy, a z drugiej- są zaliczani do grupy zatrudnionych.

 

Praca zarezerwowana dla rodziny i partyjnych kolegów

Jak ktoś, kto był bezrobotny może dostać pracę ? Łatwo ! Reformą podatkową Chorwacja wprowadziła płatności składek również w przypadku pracy tymczasowej więc, państwo za pomocą specjalnych formularzy rejestruje każdy dochód, nawet symboliczny i tym samym ten, któremu udało się jakoś zdobyć kilka setek euro w danym miesiącu staje się pracobiorcą.

A oto liczby : w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku liczba bezrobotnych zarejestrowanych na giełdzie pracy spadła o 40 000 w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym, a według danych Chorwackiego Urzędu Ubezpieczeń Emerytalnych za ten sam okres wpłat dokonało, co oznacza, że pracowało – 1 424 480 osób, 83 000 więcej niż według danych Państwowego Urzędu Statystycznego i prawie 25 000 więcej, niż w pierwszych czterech miesiącach 2015 roku. Gdy dodać do nich tych, którzy biorą udział w programie szkoleń zawodowych dla młodych ludzi, a którym państwo płaci około 400 euro, dane stają się jeszcze klarowniejsze.

Na koniec, być może i kluczowy punkt tego kłamstwa : po wielu latach „spędzonych” na giełdzie, tylko zupełny naiwniak – jeszcze większy, niż ten z Brukseli – liczy na znalezienie pracy przez służby zatrudnienia.

Praca, zwłaszcza jeśli jest coś warta i tak jest zarezerwowana dla rodziny i partyjnych kolegów tych, którzy sprzedają historię o “chorwackim cudzie gospodarczym”.

Opinie wyrażone w tym tekście należą do autora i nie koniecznie odzwierciedlają politykę redakcji Al Jazeera.

Goran Borković/Tłum. Emilia Liberda

Źródło: Al-Jazzeera

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *